Greenpeace

Żyjemy obecnie w cieniu wydarzeń w Japonii, a w szczególności awarii elektrowni jądrowej w Fukushimie. Energetyka jądrowa wywołuje szczególne emocje, z jednej strony jako potężne źródło energii elektrycznej, a z drugiej – jako źródło nie do końca jeszcze poznane. Cały czas Świat ma w pamięci wydarzenia z Czarnobyla i cały czas boi się prądu z atomu. Dlatego kiedy tylko można najróżniejsze organizacje ekologiczne (oraz pseudo organizacje ekologiczne) starają się manifestować swoją dezaprobatę dla budowy kolejnych elektrowni jądrowych. Szczególnie aktywnie udziela się Greenpeace. Ale czy nazwa „Greenpeace” rzeczywiście pochodzi od zielonego koloru ekologii? A może od zielonego koloru banknotów, którymi organizacja jest wspomagana?

Greenpeace argumentuje swoją wrogość przeciw energetyce jądrowej tym, że może ona być bardzo niebezpieczna i przypomina to, co wydarzyło się w Czarnobylu lub na Three Mile Island. No właśnie „może być” niebezpieczna, a nie „jest” niebezpieczna – to po pierwsze.

Po drugie natomiast zastanawiam się, czy akcje organizacji typu Greenpeace nie są aktywowane przez jakieś zewnętrzne koncerny, inne organizacje komercyjne lub nawet całe rządy i państwa. Bo dlaczego Greenpeace protestuje w przypadku awarii elektrowni jądrowej podkreślając jej ewentualne zagrożenie dla środowiska a nie oprotestowuje innych rzeczy:

  • produkcja prądu poprzez elektrownie spalające węgiel i inne surowce produkuje więcej zanieczyszczeń niż elektrownia jądrowa,
  • budowanie domów, hoteli i całych miast przy nabrzeżach mórz i oceanów może, w przypadku nawet większej fali nie tylko tsunami, skutkować setkami i tysiącami ofiar,
  • podczas wydobywania węgla i ropy naftowej ginie rocznie setki, o ile nie tysiące pracowników na skutek zawalań się w kopalniach lub pożarów na platformach wydobywczych,
  • w wypadkach samochodowych ginie rocznie więcej osób, niż we wszystkich awariach elektrowni jądrowych w całej historii ludzkości, a przy tym wydostaje się do środowiska i zanieczyszcza glebę niezliczona ilość litrów benzyny, olejów i innych płynów z aut.

Kto ma interes w tym, aby Greenpeace i podobne organizacje ekologiczne istniały i prowadziły swoje akcje, aby niepotrzebnie rozdmuchiwały różne sprawy i siały niepokój, strach i panikę?

Podejście ekologiczne

Śmieszy mnie to całe gadanie o ekologii i robieniu tylu różnych rzeczy tylko po to, aby ratować naszą planetę. Weźmy na przykład sklepy, super- i hipermarkety, dyskonty i inne świątynie wydania pieniędzy. Ostatnio wiele z nich wycofuje ze swojej oferty plastikowe torby na zakupy, zastępując je papierowymi. Po co? Bo papier jest biodegradowalny. Niby tak, tylko że taka torba jest jednorazowa – już po przyjściu do domu z zakupami nie nadaje się specjalnie do niczego. Foliową można było oczywiście od razu wyrzucić, ale można też było wykorzystać do wielu innych rzeczy. (Ja osobiście foliowe torby ze sklepu wykorzystuję w koszu na śmieci, po to aby nie kupować specjalnych, czarnych worków na odpadki.)

Innym przykładem „ekologicznego” podejścia są instrukcje obsługi i gwarancje dołączanie do wszelkiego rodzaju sprzętu AGD, urządzeń elektronicznych i mechanicznych, i innych. Śmiało mogę powiedzieć, że każdy producent (bo nie spotkałem się, aby było inaczej) dołącza do swoich produktów grube, kilkusekartkowe księgi zapisane w siedemdziesięciu językach. Po co? Nie za bardzo wiem? Niektórzy mówią, że dzieje się tak, aby klient zapoznał się najróżniejszymi alfabetami świata… Przecież o wiele bardziej ekologiczne byłoby dołączanie cienkich, kilkunastostronicowych wydruków, tylko w jednym języku – jaka byłaby wówczas oszczędność papieru i farby!

Widziałem też dzisiaj w telewizji taką oto, ekologiczną lodówkę: Wewnątrz lodówki zamontowana była kamera filmująca to, co w lodówce zostało, a zamocowany na zewnątrz projektor wyświetlał ten obraz na obudowie chłodziarki. Autor pomysłu argumentował to tym, że takie rozwiązanie wyeliminuje niepotrzebne otwieranie lodówki, dzięki czemu nie będzie się ona dodatkowo ogrzewała i nie będzie ona zużywała dodatkowej energii elektrycznej. Nie wspomniał tylko, że kamera i projektor wideo potrzebują do swojej pracy więcej prądu, niż jesteśmy w stanie zaoszczędzić nie otwierając lodówki.