Pochwały i zarzuty

Cytat

Pochwały można słać anonimowo – nikt się nie obrazi.

Zarzuty trzeba mieć odwagę cywilną przekazać z podaniem swojego nazwiska – anonimowo krytykować innych jest bardzo łatwo, ale odpowiedzieć na obronę adresata zarzutów już nie każdy potrafi.

Nie polecam… udzielania darmowych porad

Temat udzielania darmowych porad poruszyłem już jakiś czas temu we wpisie Nie polecam. Dzisiaj chciałbym do tego dodać jeszcze kilka swoich spostrzeżeń:

Po pierwsze, jeżeli ktoś prosi mnie o poradę, to najwyraźniej uważa moje zdanie za cenne i wartościowe. A za rzeczy cenne trzeba żądać odpowiedniej zapłaty.

Po drugie, jeżeli ktoś uzyska ode mnie jakąś poradę bezpłatnie, to jaką będę miał gwarancję, że nie wykorzysta jej w celach zarobkowych i sam nie uzyska za nią zapłaty? Czyli może zarabiać na moich pomysłach i moich wysiłkach.

Po trzecie, darmowa wiedza wydaje się być mniej doceniana. Ja się namęczę, aby przygotować i przekazać poradę, a jej odbiorca i tak zrobi to po swojemu.

Po czwarte, podejście do osób udzielających darmowych porad jest mniej zobowiązujące: z płatnej lekcji lub płatnej konsultacji ciężej zrezygnować – bo pieniądze przepadną, a gdy oferuje się coś bez pobierania opłat – to (powszechnym jest opinia, że) można termin takiego spotkania dowolnie zmieniać, przesuwać w przyszłość, przekładać. Osoby udzielające porad odpłatnie odbierane są za bardziej profesjonalne.

Oczywiście nie można kategorycznie powiedzieć „STOP” wszystkim bezpłatnym poradom: Nie wyobrażam sobie, że własnej żonie będę wyceniał poradę dotyczącą wzięcia parasola lub nie. Albo, że matka będzie prosiła o zapłatę od córki za poradę dotyczącą ugotowania zupy pomidorowej.

Zawsze powinien istnieć krąg osób z którymi pozostaje się w bliskich stosunkach lub osób szczególnie zasłużonych dla nas lub osób, w które chce się „zainwestować” z różnych powodów. Przed udzielaniem bezpłatnych porad osobom z tego grona nie powstrzymuję (się i innych osób).

Dwa błędy autoprezentacji

Mówienie co się zrobi, a nie to co się zrobiło – plany (szczególnie te bez pokrycia) snuć może każdy, ale pochwalić się sensowymi i doniosłymi osiągnięciami – mogą tylko nieliczni.

Wytykanie błędów u przeciwników, a nie podkreślanie własnych zalet – o błędach mówić łatwo, bo błędy popełnia każdy (może tylko ten nie popełnia błędów, co nic nie robi, o ile „nic nierobienie” nie jest traktowane jako błąd); a rzeczy niezwykłe, warte wspomnienia – zdarzają się rzadko.

 

Kawa, zielona herbata… i to wszystko nie pomaga

„Jak to jest, piję kubki kawy, szklanki zielonej herbaty, puszki napojów energetyzujących, a ciągle nie mogę się skupić nad pracą, ciągle nie mogę wejść na »wyższe obroty« i pomimo, że jestem wypoczęty działam jakbym przeniósł tonę węgla?” – żali mi się mój znajomy.

A ja mu odpowiadam:

To, że pijesz różne napoje lub zażywasz różne środki farmaceutyczne na zwiększenie koncentracji, nie oznacza, że będziesz lepiej skupić. To nie jedyny wyznacznik efektywnej pracy. Równie ważne, o ile nie ważniejsze są dwa inne czynniki:

  1. dobry stan zdrowia, w tym właściwe żywienie,
  2. odpowiednie otoczenie pracy.

Ten pierwszy punkt jest chyba oczywisty i nie wymaga komentarza: osobie chorej trudniej jest się skupić a wykonywanie prostych czynności sprawia kłopot. Już nawet zwykły katar może zniechęcić do robienia czegokolwiek.

Ale o tym drugim punkcie często się zapomina. No bo co z tych wszystkich wspomagaczy przyjdzie, jeżeli pracuje się na niewygodnym krześle lub w hałasie. Nieprzewietrzone pomieszczenie pracy, zbyt niska lub zbyt wysoka temperatura też wpływają niekorzystnie.

Wiele osób pracuje w domu, na kanapie, przykryci kocykiem, z laptopem na kolanach. No i niby wszystko jest dobrze, tylko że tak jakoś sennie… oczka się zamykają. A jak się nie zamykają, to ciągle kocyk się marszczy i uwiera, albo koty wchodzą na głowę…

Tak więc nie tylko stan nas samych ale również otoczenia w jakim się znajdujemy ma ogromny wpływ na efektywność wykonywanych zadań.

(Nie)zdecydowanie

Dzisiaj przeczytałem następujące cztery artykuły dotyczące tego samego wydarzenia, które miało miejsce w Warszawie (źródło: serwis warszawski na stronie gazeta.pl) — patrz rysunek obok.

Cóż za zdecydowaniem i jak bardzo pewnymi informacjami dysponował dziennikarz, że w ciągu jednej minuty zmieniał tytuł artykułu aż cztery razy!  Co ciekawe awaria raz była niewielka i mało istotna („słabe ciśnienie w kilku dzielnicach”), aby za chwilę stać się kataklizmem na skalę całego miasta („pół Warszawy bez wody”)!

Mam za mało czasu, cz. 2

Kontynuując wpis „Mam za mało czasu” chciałbym podać jeszcze trzy przyczyny dlaczego niektórzy ludzie nie wyrabiają się z powierzonymi im zadaniami:

Lęk przed wykonaniem czynności. Zdarza się, że osoba ogólnie bardzo dobra w tym co robi i odpowiednia na zajmowanym stanowisku ma jakiś, wewnętrzny opór przed wykonywaniem pewnego rodzaju czynności. Co gorsza często trudno podać przyczynę tego lęku (przez co trudno z nim walczyć/leczyć).

Na przykład osoba starsza może nie lubić wysyłania listów e-mail. Woli ona zadzwonić lub spotkać się osobiście, niż napisać list elektroniczny. We współczesnym świecie droga e-mail-owa jednak jest często jedynym kanałem kontaktu z drugą osobą – chociażby wtedy, gdy ta druga osoba znajduje się za granicą, więc nie ma jej w swoim biurze.

Wówczas zamiast wykonać czynność której się boimy i mieć sprawę wyjaśnioną próbujemy problem obejść innymi metodami: dłuższymi lub mniej skutecznymi.

Brak umiejętności przyznania się do błędu. Problem dość powszechny, a notorycznie powtarzany. Każdemu zdarza się popełnić błąd, jednak o jakości człowieka nie świadczy to, w jak krótkim czasie udało się ten problem rozwiązać, lecz to czy osoba ta była w stanie przyznać się do błędu.

Bardzo często próby samodzielnego rozwiązania takiej sytuacji kończą się serią mało zgrabnych zabiegów, niepełnych, okrążających problem. W większości przypadków starając się samemu pozbyć się błędu przeoczamy najprostsze i najoczywistsze rozwiązania; kręcimy się bezskutecznie w kółko… czas leci, a zadanie pozostaje niezakończone.

Wygórowana opinia o sobie. Przerysowanie swoich cech i wykreowanie zbyt wyidealizowanego obrazu o sobie może sprawiać wiele kłopotów. Współpracownicy widząc, że (mówimy, że) dużo wiemy i dużo umiemy zgłaszają się do nas po porady i zlecają nam zadania, z którymi nie radzimy sobie. A wszystko zaczyna się najczęściej od zawyżenia w CV posiadanych zdolności i umiejętności.

Na przykład podając, że posiada się bardzo dobrą znajomość obsługi komputera, przełożony zaczyna zlecać nam wykonywanie czynności wymagającej takich umiejętności. Jednakże faktyczny stan wiedzy powoduje, że godzinami dążymy do rozwiązania zadania, poszukujemy porad jak sobie z nim poradzić lub stosujemy inne metody bardziej czaso- i energochłonne metody. Zadania pozostają nie wykonane, a na liście pojawiają się już nowe.

Myśl

Cytat

Nie sztuką jest przygotować wykład lub szkolenie o dowolnej długości. Sztuką jest przygotować długi wykład lub szkolenie z niewielkiego materiału (aby słuchacze nie nudzili się) lub krótki wykład lub szkolenie z obszernego materiału (aby nie pominąć czegoś istotnego).

Czego nas uczą w szkole?

Zastanawiam się czy kiedykolwiek ktoś, z osób odpowiedzialnych za ustalanie programów nauczania w szkołach, zastanawiał się nad sensownością tychże programów. Czy zastanawiał się, czy nauczana wiedza będzie przydatna uczniom w przyszłym ich życiu? Czy rozważał jakich informacji oni potrzebują?

Weźmy dla przykładu kilka przedmiotów:

Na biologii uczniowie poznają szczegółową budowę komórki zwierzęcej z pełnym opisem funkcji wszystkich organelli i mitochondriów; budowę w przekroju łodygi rośliny, uczą się ilości rzęsek pantofelka. A jak przyjdzie im rozpoznać ptaka po głosie, odróżnić wronę od gawrona lub powiedzieć gdzie żyją niedźwiedzie grizli – to już nie wiedzą.

Na geografii uczą się nazw małych rzeczek, jeziorek i górek; poznają szczegóły budowy chmur. A nie wiedzą jaką szerokość ma Missisipi i czy płynie z południa na północ czy ze wschodu na zachód. Nie wiedzą jaką pogodę może przynieść taka czy inna chmura i nie potrafią określić na jakim kontynencie leży Peru.

Na fizyce zmusza się ich do wkuwania na pamięć setek wzorów i twierdzeń. A zapytane co się stanie, jeżeli do gniazdka podłączymy dziesięć czajników elektrycznych, nie są w stanie udzielić konkretnej odpowiedzi i wyjaśnić skutków. Nie rozumieją podstawowych własności materii i nie widzą potrzeby wprowadzania kolejnych wielkości fizycznych.

Na historii muszą zapamiętywać dokładne daty wszystkich wydarzeń (z dokładnością do dnia i godziny) oraz nazwiska wszystkich władców i generałów. A nie potrafią ustalić w jakim wieku żył Aleksander Wielki lub czym było Linia Maginota.

Na języku polskim zmusza się uczniów do wkuwania podziału zdań wielokrotnie złożonych i podziału głosek na dźwięczne, nosowe i z przydechem. A nie potrafią się oni płynnie i poprawnie wypowiedzieć. Cały czas używają tylko „ku…”, „chu…” i „du…”. I nie rozumieją co się do nich mówi (jakim trikom i manipulacjom ulegają) w prasie i telewizji.

Najłatwiej jest oczywiście wziąć wiedzę akademicką i wyrzucić co trudniejsze kawałki, bez zastanawiania się czy to co zostało ma ręce i nogi, i czy będzie do czegoś przydatne. Najłatwiej jest wziąć wiedzę encyklopedyczną i wymusić wyuczenia się jej na pamięć.

A gdzie zrozumienie materiału, umiejętność łączenia faktów, wyciągania wniosków i radzenia sobie w nietypowych sytuacjach?

Podstawowy błąd szkolnictwa
demotywatory.pl