Zastanawiam się czy kiedykolwiek ktoś, z osób odpowiedzialnych za ustalanie programów nauczania w szkołach, zastanawiał się nad sensownością tychże programów. Czy zastanawiał się, czy nauczana wiedza będzie przydatna uczniom w przyszłym ich życiu? Czy rozważał jakich informacji oni potrzebują?
Weźmy dla przykładu kilka przedmiotów:
Na biologii uczniowie poznają szczegółową budowę komórki zwierzęcej z pełnym opisem funkcji wszystkich organelli i mitochondriów; budowę w przekroju łodygi rośliny, uczą się ilości rzęsek pantofelka. A jak przyjdzie im rozpoznać ptaka po głosie, odróżnić wronę od gawrona lub powiedzieć gdzie żyją niedźwiedzie grizli – to już nie wiedzą.
Na geografii uczą się nazw małych rzeczek, jeziorek i górek; poznają szczegóły budowy chmur. A nie wiedzą jaką szerokość ma Missisipi i czy płynie z południa na północ czy ze wschodu na zachód. Nie wiedzą jaką pogodę może przynieść taka czy inna chmura i nie potrafią określić na jakim kontynencie leży Peru.
Na fizyce zmusza się ich do wkuwania na pamięć setek wzorów i twierdzeń. A zapytane co się stanie, jeżeli do gniazdka podłączymy dziesięć czajników elektrycznych, nie są w stanie udzielić konkretnej odpowiedzi i wyjaśnić skutków. Nie rozumieją podstawowych własności materii i nie widzą potrzeby wprowadzania kolejnych wielkości fizycznych.
Na historii muszą zapamiętywać dokładne daty wszystkich wydarzeń (z dokładnością do dnia i godziny) oraz nazwiska wszystkich władców i generałów. A nie potrafią ustalić w jakim wieku żył Aleksander Wielki lub czym było Linia Maginota.
Na języku polskim zmusza się uczniów do wkuwania podziału zdań wielokrotnie złożonych i podziału głosek na dźwięczne, nosowe i z przydechem. A nie potrafią się oni płynnie i poprawnie wypowiedzieć. Cały czas używają tylko „ku…”, „chu…” i „du…”. I nie rozumieją co się do nich mówi (jakim trikom i manipulacjom ulegają) w prasie i telewizji.
Najłatwiej jest oczywiście wziąć wiedzę akademicką i wyrzucić co trudniejsze kawałki, bez zastanawiania się czy to co zostało ma ręce i nogi, i czy będzie do czegoś przydatne. Najłatwiej jest wziąć wiedzę encyklopedyczną i wymusić wyuczenia się jej na pamięć.
A gdzie zrozumienie materiału, umiejętność łączenia faktów, wyciągania wniosków i radzenia sobie w nietypowych sytuacjach?
