Śmieszy mnie to całe gadanie o ekologii i robieniu tylu różnych rzeczy tylko po to, aby ratować naszą planetę. Weźmy na przykład sklepy, super- i hipermarkety, dyskonty i inne świątynie wydania pieniędzy. Ostatnio wiele z nich wycofuje ze swojej oferty plastikowe torby na zakupy, zastępując je papierowymi. Po co? Bo papier jest biodegradowalny. Niby tak, tylko że taka torba jest jednorazowa – już po przyjściu do domu z zakupami nie nadaje się specjalnie do niczego. Foliową można było oczywiście od razu wyrzucić, ale można też było wykorzystać do wielu innych rzeczy. (Ja osobiście foliowe torby ze sklepu wykorzystuję w koszu na śmieci, po to aby nie kupować specjalnych, czarnych worków na odpadki.)
Innym przykładem „ekologicznego” podejścia są instrukcje obsługi i gwarancje dołączanie do wszelkiego rodzaju sprzętu AGD, urządzeń elektronicznych i mechanicznych, i innych. Śmiało mogę powiedzieć, że każdy producent (bo nie spotkałem się, aby było inaczej) dołącza do swoich produktów grube, kilkusekartkowe księgi zapisane w siedemdziesięciu językach. Po co? Nie za bardzo wiem? Niektórzy mówią, że dzieje się tak, aby klient zapoznał się najróżniejszymi alfabetami świata… Przecież o wiele bardziej ekologiczne byłoby dołączanie cienkich, kilkunastostronicowych wydruków, tylko w jednym języku – jaka byłaby wówczas oszczędność papieru i farby!
Widziałem też dzisiaj w telewizji taką oto, ekologiczną lodówkę: Wewnątrz lodówki zamontowana była kamera filmująca to, co w lodówce zostało, a zamocowany na zewnątrz projektor wyświetlał ten obraz na obudowie chłodziarki. Autor pomysłu argumentował to tym, że takie rozwiązanie wyeliminuje niepotrzebne otwieranie lodówki, dzięki czemu nie będzie się ona dodatkowo ogrzewała i nie będzie ona zużywała dodatkowej energii elektrycznej. Nie wspomniał tylko, że kamera i projektor wideo potrzebują do swojej pracy więcej prądu, niż jesteśmy w stanie zaoszczędzić nie otwierając lodówki.
Bardzo podobał mi się twój wpis. Tylko tak dalej !.