Nie polecam gimnazjów. Nie tyle nie polecam uczęszczania dzieci do gimnazjów, bo to jest ich obowiązek, ale jestem stanowczo za zlikwidowaniem tego rodzaju szkoły. Oto kilka powodów, dlaczego gimnazja nie mają racji bytu:
Powód pierwszy: Czym więcej rodzajów szkół, tym więcej biurokracji. Poprzez utworzenie gimnazjów pojawiło się wiele, zbędnych miejsc pracy urzędników.
Powód drugi: Nowi dla ucznia nauczyciele w gimnazjum nie znają swoich podopiecznych. Muszą ich poznawać od nowa. I nawet gdy w szkole podstawowej pedagodzy wiedzieli coś o uczniu (o jego zachowaniu, zdolnościach, trudnościach edukacyjnych itp.), to przechodząc do gimnazjum ta wiedza przepada, nie jest ona przekazywana nawet w postaci krótkiej notki pedagogom gimnazjalnym.
Powód trzeci: Szkoła podstawowa jest tylko sześcioletnia, a gimnazjum trzyletnie. Krótki czas przebywania ucznia w danej szkole spowodował pojawienie się metody „przepchnąć dalej”. Jak uczeń sprawia trudności wychowawcze lub dydaktyczne, to nauczyciele czasami robią wszystko aby przepchnąć ucznia dalej, do następnej klasy, aby jak najszybciej skończył szkołę i, żeby nie mieć z nim kłopotów.
Powód czwarty: „Pseudo-dorosłość uczniów”. Sporej części młodych gimnazjalistów wydaje się, że są już dorośli, bo przeszli do nowej szkoły, bo skończyli już podstawówkę. A to nie zawsze idzie w parze z rzeczywistą dorosłością i dojrzałością.
Jak ten problem rozwiązać? W trywialnie prosty sposób: Zlikwidować gimnazja i powrócić do 9-letnich szkół podstawowych (ewentualnie podzielonych na 3 etapy: nauczanie początkowe, zintegrowane i ogólne). Dalszym etapem edukacji po obowiązkowych szkołach podstawowych byłyby 3-letnie, nieobowiązkowe szkoły średnie.