Rozmawia dwóch wykładowców:
— Miałem okropny sen. Śniło mi się, że zasnąłem na wykładzie, który prowadziłem!
— Oj, to okropny sen
— Na szczęście się obudziłem
— I co?
— Okazało się, że właśnie jestem na tym wykładzie.
Profesor: Czy ma Pan linijkę?
Student: Po co?
Profesor: Żeby Pana równo skreślić…
[o wyrażeniu nie doprowadzonym do ostatecznej postaci] Tam można jeszcze zabieg kosmetyczny dokonać, choć nie zawsze zabiegi kosmetyczne wychodzą na dobre.
Nie wygląd jest ważny, lecz charakter. A funkcja wykładnicza jest bardzo przyjemna.
Powoli! Niech mi pani nie podpowiada, bo i tak nie podzielę się z panią honorarium za wykład.
Państwo będą tutaj pracować jak mróweczki a ja zapoluję na dziennik.
Takie małe kamieniołomy matematyczne.
Wyjaśnienie nierówności trójkąta z punktu widzenia żony: gdy mąż po pracy (z punktu A) idzie prosto do domu (do punktu B), to jest to krótsza droga, niż kiedy najpierw idzie do baru (przez punkt C), a potem dopiero do domu: |AB| ≤ |AC| + |BC|
Nauczyciele matematyki to najgorsza zmora matematyki zaraz po stałej Feigenbauma.
Będziemy utrudniać, aby praca była łatwiejsza.
Tłumaczę im raz – oni nie rozumieją. Tłumaczę im drugi raz – oni ciągle nie rozumieją. Tłumaczę im trzeci raz – sam zrozumiałem.
Wykładowca po wykonaniu rysunku na tablicy i zaznaczeniu na nim „kilku” dodatkowych elementów: Mamy tu rysunek i jak widać: na nim nic nie widać.
Zróbmy na przykład przykład taki…
Żeby to zrozumieć trzeba to samemu rozrysować, aby to rozrysować trzeba to zrozumieć.
Po tych obliczeniach to co mi wyszło to nie wyszło jak miało wyjść.
Ten współczynnik jest taki, że zależy jaki będzie.
Wykładowca do studentów: Zauważmy, że nie wiemy jaki jest ten współczynnik… wiemy, ale państwo nie wiedzą.
Kompetencja wykładowcy (profesora) jest odwrotnie proporcjonalna do wielkości pisanych przez niego liter na tablicy.
To jest bardzo użyteczne urządzenie, ale ja nie wiem do czego ono może służyć.
Czyż wzór Taylora nie jest genialny? Patrzysz na twarz i widzisz czy ma krzywe nogi.
Jak bym to podniósł do kwadratu, to bym się musiał z tą dwójką pier…
funkcja i funkcja do niej odwrotna, czyli funkcja nic nie robiąca
Zastosowanie wzoru Maclaurina: obliczanie dziwnych funkcji w dziwnych punktach
Zanak „<” oznacza „mniejsze równe, ale nierówne”
x3 – x = 0: jest to równanie proste jak sznurek w kieszeni i można je rozwiązać na dwa sposoby: na chama lub ze wzorów Cardano
Definicja mnożenia [(a,b)*(c,d) = (ac+2bd,ab+ad)] jest dość głupia w sposób wyrafinowany
5>1 chyba, że ktoś ogląda reklamy to mu się popieprzy.
To wymaga małego komentarza: Swego czasu była reklama, że 5 litrów płynu do płukania tkanin jest tańsze od 1 litra takiego samego płynu. Chodziło o to, że te 5 litrów otrzymywało się z tańszego koncentratu.
Symbole matematyczne same w sobie wyglądają jak narzędzia tortur (i nierzadko do nich prowadzą).
Z egzaminu ustnego zwalnia wykładowca… po egzaminie ustnym.
Janek stwierdził, że najlepiej mu się rozmawia z osobami na odpowiednim poziomie (intelektualnym)… więc często mówi sam do siebie.
Na diagonali to co trzeba, a reszta to śmieci numeryczne na poziomie 10-16.
A: Czy coś w moich obliczeniach jest nie tak?
B: Nie, nic nie jest nie tak jak nie potrzeba.
C: Ja też nie stwierdziłem żadnych nieobecności niepoprawności.
Do wszelkich procesów w organiźmie potrzebna jest energia. Teraz gdy siedzicie potrzebujecie jej najmniej, bo nawet nie myślicie.
Podczas trwania jednego ze szkolnych koncertów pewien nauczyciel trafnie określił zachowanie uczniów: „Dobrze to oni się nie bawią, ale przynajmniej cicho siedzą!”