Niska oglądalność

Dlaczego programu „5-10-15” nie ma już na antenie? Cytując wikipedię (http://pl.wikipedia.org/wiki/5-10-15):

Na przełomie lipca i sierpnia 2007 r. Małgorzata Raczyńska, dyrektor TVP1, zdecydowała o niekontynuowaniu serii [programu „5-10-15”]. Swą decyzję tłumaczyła niską oglądalnością programu. W 2006 roku „Studio 5-10-15″ oglądało 1340 tys. widzów, a w 2007 już tylko 780 tys. widzów.

A tak na prawdę?

Powiedzieć, że była niska oglądalność jest łatwo, ale zastanowić się dlaczego jest niska – często przerasta osoby odpowiedzialne za układanie ramówki (przerasta, albo nie chcą się zastanawiać, bo nie jest to im na rękę).

Metoda doprowadzenia do niskiej oglądalności, a później zdjęcia programu z anteny jest bardzo prosta. Wystarczy chociażby zmienić prowadzących (z lubianych i szanowanych na „nowy narybek” – niech się sprawdzą, a może im coś wyjdzie?), zmienić reguły programu (z prostych i oczywistych na zagmatwane i zawiłe, udziwnić scenariusz lub dodać zbędne wątki fabuły), przesunąć emisję na inną godzinę (np. program dla dzieci na 7:30 kiedy jeszcze śpią lub na 13:00 kiedy są w szkole).

No bo kto lubi Koło fortuny, w którym poza samogłoskami i spółgłoskami są na kole jakieś czarne pola bankructwa, zielone pola drugiej szansy, możliwości wzięcia trzeciej samogłoski po piątek spółgłosce, nagrody końca wyrazu itp.? Kto lubi oglądać program edukacyjny o 23:00? Kto lubi jak regulamin 20-to minutowego teleturnieju jest grubszy od encyklopedii powszechnej i bardziej skomplikowany niż współczesne teorie kwantowe? Kto lubi jak dobrych, sprawdzających się prezenterów na ekranie pojawiają niedoświadczeni uczniowie szkół dziennikarskich z „rewolucyjnymi pomysłami na zmiany w programie”?

Działania takie przeprowadzane są przy okazji „nowych ramówek” (z okazji wiosny, lata, jesieni, zimy, z okazji wejścia na giełdę, z okazji siódmej pełni księżyca lub z innego powodu), podczas upychania do nowych ramówek kolejnych seriali lub programów typu „gadające głowy”. Wtedy najłatwiej jest coś zamieszać, a wówczas widownia sama się skurczy i program będzie można oficjalnie zdjąć z anteny.

Zjedzone żywcem

Jak to jest, że gdy oglądamy jak żaba zjada muchę, ptak robaka lub mrówkojad mrówki, to jest to dla nas do przyjęcia, nie bulwersuje, nie brzydzimy się tym obrazem, wręcz patrzymy i podziwiamy, a jak pokazują nam w filmach przyrodniczych krokodyla zjadającego antylopę, lwa zagryzającego małego słonika lub nawet węża duszącego kunę, to się odwracamy, komentujemy “jak oni takie rzeczy mogą pokazywać?” i zasłaniamy oczy dzieciom, aby nie patrzyły? A przecież wszystkie te przypadki to takie samo zabijanie, zabijanie aby zjeść i aby przetrwać.

Co gorsza lubujemy się w oglądaniu scen zabijania dla przyjemności: najróżniejszych polowań i nagonek. Z zainteresowaniem oglądamy filmy w których trup ściele się gęsto, każdy do każdego strzela i zabicie innej osoby jest czymś tak normalnym jak odkaszlnięcie.