Ogłoszenia kupna/sprzedaży mieszkania

Czy przeglądając oferty kupna/sprzedaży mieszkania/domu jesteśmy świadomi, co one w rzeczywistości przedstawiają? Czy potrafimy rozszyfrować o co chodzi autorowi, aby nie kupić kota w worku? Oto porcja „tłumaczeń”, która może w tym pomóc:

w mieszkaniu można poczuć klimat dawnych lat
…w mieszkaniu śmierdzi

budynek posiada oryginalne okna
…okna są drewniane, powypaczane i nieszczelne

mieszkanie znajduje się w prestiżowej/kultowej/zabytkowej dzielnicy
…budynek jest stary, z czasów PRL-u (kiedyś był szczytem luksusu i perełką architektoniczną, ale te czasy już minęły); cena 1 m2 jest wysoka; w okolicy jest gwar a z powodu hałasu ulicznego nie można w nocy zmrużyć oka

dom ulokowany jest w spokojnej okolicy
…są 3 kilometry od najbliższego przystanku autobusowego

mieszkanie ma dobre połączenia z centrum i innymi dzielnicami
…mieszkanie znajduje się przy skrzyżowaniu największych ulic w dzielnicy, przy najruchliwszym węźle komunikacyjnym

ma ciekawy układ pomieszczeń
…układ ścian projektował pijany architekt, a teraz pokoje są maksymalnie nieustawne

na klatce jest wielu, interesujących sąsiadów
…początkujący skrzypek, karateka, alkoholik, młode małżeństwo co noc „konsumujące” swój związek, właścicielka 10 kotów, domorosły chemik…

dom nie raz gościł wielu młodych i niezwykle interesujących ludzi
…urządzane były zakrapiane imprezki młodzieżowe

dom otoczony jest ogrodem pełnym bujnej roślinności
…wokół domu znajdują się nie wykarczowane i nie wyplewione od lat chaszcze, do uporządkowania których trzeba zaangażować cały batalion wojska z ciężkim sprzętem

Jak nie sprzedawać domu

Dziesięć rad, dzięki którym z całą pewnością nie uda ci się sprzedać domu.

  1. Zostaw na podwórku wszystkie swoje rzeczy jakie masz: kosiarkę, zabawki psa, niezgrabione liście itp. – możesz się dzięki temu pochwalić co masz i na co było cię stać.
  2. Nie przejmuj się nieskoszoną trawą, przerośniętymi krzewami i gałęziami drzew wchodzącymi na alejkę – w końcu to natura, i tak będzie rosła jak będzie chciała.
  3. Pozostaw w widocznym miejscu nieopróżniony kubeł ze śmieciami – w końcu ty tu jeszcze mieszkasz i jeszcze produkujesz śmieci.
  4. Zachowaj charakterystyczny zapach wnętrz i pomieszczeń, nawet gdyby był to zapach stęchlizny, wilgoci czy kocich odchodów – nie możesz narazić się na przeciągi i przeziębienie się z powodu sprzedawania domu.
  5. Wystaw w widocznym miejscu suszarkę z upraną bielizną – chwalisz się dzięki temu, że masz w domu wodę i miejsce na wystawienie suszarki nawet gdyby był to wąski korytarzyk w reprezentacyjnym miejscu domu.
  6. Zapomnij o poprawieniu oberwanej firanki, plamy po rozlanym soku na podłodze w kuchni czy też rozsypanej przez psa ziemi z ogromnego kwiata w salonie – nie będziesz tracił czasu na takie drobiazgi biorąc pod uwagę to, że musisz zająć się gośćmi (potencjalnymi kupcami twojego domu).
  7. Nie trudź się pościeleniem łóżka – przecież i tak wieczorem znowu się w nim położysz.
  8. Nie przejmuj się zaciekami na suficie, brudną farbą na ścianach czy odłażącą tapetą – w końcu i tak po sprzedaniu domu nowy właściciel będzie go odświeżał dostosowując do własnych potrzeb.
  9. Zachowaj oryginalną, jak najciemniejszą farbę w małych pomieszczeniach – pomieszczenie będzie wyglądało na jeszcze mniejsze przez co unikniemy szoku kupującego widzącego ogromne, przestronne pomieszczenia.
  10. Zaproś do siebie gości w dniu prezentacji domu, w szczególności pamiętaj o narzekającej teściowej, hałaśliwych siostrzeńcach, płaczącej córeczce, krzyczącym kuzynie, nadużywającym alkoholu znajomym oraz skrzeczącej papudze – niech osoby oglądające twój dom widzą jakim centrum rozrywki on jest.

Quo vadis, reklamo?

Właśnie natrafiłem w telewizji kilkugodzinny blok reklamowy, co jakiś czas przerywany tylko serwisem informacyjnym. I jakie to nowości były promowane w tych reklamach?

Najpierw gruba pani i chuda pani reklamowały nóż. Ale to nie był zwykły nóż! Jak wielokrotnie powtarzały prezenterki „ten nóż kroi”. O mój Boże! To jakaś rewelacja: nóż, który kroi. Nie aż tak ważne było, że ma on ergonomiczną rączkę, która dobrze leży w dłoni, nie to że jest wytrzymały i że się nie stępi łatwo, nie to że jest elastyczny i nierdzewny, ale to że w ogóle kroi.

No dobrze – pomyślałem – może to tylko jedna taka reklama, i nie przełączając kanału słuchałem dalej co jakiś czas zerkając. Po chwili rozpoczęła się inna reklama – tym razem odkurzacza. I tu, ku mojemu zdziwieniu reklamowano, że ten odkurzacz „wciąga paprochy”! Patrzcie, patrzcie, ale nowość: odkurzacz, który wciąga paprochy. Kto by pomyślał? Nie ważne były jego małe rozmiary, duża moc, czy poręczność, ale to, że wciąga śmieci.

Dalej było jeszcze gorzej. W trzeciej reklamie oferowana była „mata ozonowa”. Chyba dla idiotów i nieuków, którzy olewali szkołę. Bo wystarczyło chwilę popatrzeć, i to nawet nie posiadając doktoratu z inżynierii, że ta cała mata ozonowa, to jest zwykła pompka tłocząca zwykłe, pokojowe powietrze do rurek umieszczanych na dnie wanny. Zwykłe powietrze, a nie żaden ozon!

Czwarta reklama przedstawiała „pojemniki do próżniowego przechowywania żywności”. „Próżniowego”? Oni wstydziliby się używać tego słowa. „Próżnia”? Prawdziwej próżni nie ma nawet w kosmosie, a do wytworzenia jakiejkolwiek, sensownej jakości próżni potrzeba wielu, specjalistycznych urządzeń: pomp próżni wstępnej, pomp próżni właściwej, specjalnych uszczelnień itd. (znam się trochę na tym, bo miałem z tego przeszkolenie w czasie studiów). Ale znowu – nie trzeba być ekspertem aby obalić „próżniowość” tych pojemników. Wystarczy przypomnieć sobie podstawowe wiadomości z lekcji fizyki ze szkoły: woda wrze w 100°C w ciśnieniu normalnym, na Kasprowym Wierchu – w 95°C, w Andach – w 80°C, a na Mount Evereście – w tylko 75°C! Więc gdyby w naczyniu robić próżnię lub nawet silne podciśnienie, to woda w przechowywanych produktach wygotowałaby się już w temperaturze pokojowej – w 25°C! A potem wszystko by zamarzło, bo gotująca się woda pobierałaby z produktów energię i je ochładzała.

Ostatnia reklama była reklamą kremu produkcji południowoamerykańskiej, mającego fenomenalne właściwości redukcji zmarszczek i wszelkiego rodzaju problemów skórnych. Krem ten produkowany jest… ze śluzu ślimaka. Prezenterzy rewelacyjne właściwości produktu argumentują tym, że ślimaki mają zdolność odbudowywania swojego ciała po częściowej jego utracie. I te zdolności – chociażby po części – mają niby przejść na człowieka jak wetrze w siebie pudełko ślimaczego śluzu. Czy to nie brzmi śmiesznie? To tak jakby wmawiać, że każdy kto naciera się potem Einstein’a będzie dorównywał mu inteligencją. Niby zwykły krem, a jaki piękny przykład durnoty i idiotyzmu. Że też się ktoś na to daje nabrać?

Podsumowując: Autorzy reklam biorą nas za kompletnych idiotów: „nóż, który kroi” – też mi nowość, za którą jeszcze życzą sobie niebotyczne sumy. Z drugiej strony wychodzi niedouczenie, i to jeszcze ze szkoły podstawowej i gimnazjum. Dlatego uczcie się, chociażby w początkowym etapie życia, myślmy trzeźwo i patrzcie na wszelkie reklamy z ogromnym dystansem.