Administratium

Najcięższy pierwiastek znany nauce odkryli uczeni z Uniwersytetu w Fulchester. Nowy pierwiastek, roboczo ochrzczony Administratium, ma liczbę atomową równą zero – nie ma protonów ani elektronów i zajmie w tablicy Mendelejewa miejsce przed wodorem!

Administratium składa się z jednego neutronu, 125 neutronów asystujących, 75 wice-neutronów i 111 wice-neutronów asystujących, więc jego masa atomowa osiąga imponującą liczbę 312. Wszystkie 312 cząstek utrzymywane jest w jadrze głu-polem pochodzącymi z ciągłej wymiany mezonopodobnych cząstek głu.

Nie posiadając elektronów, Administratium nie wykazuje żadnej aktywności chemicznej, choć można go z łatwością zaobserwować, gdyż spowalnia wszelkie zachodzące w jego otoczeniu reakcje. Badacze oceniają, że niewielka domieszka Administratium wystarcza, by ta sama reakcja, która zwykle zajmowała mniej niż sekundę, trwała nawet do czterech dni!

Okres połowicznego rozpadu Administratium wynosi około trzech lat, dokładnej wartości nie udało się wyznaczyć ze względu na to, że zależy ona silnie od stopnia reorganizacji, którym ustawicznie podlegają wice-neutrony, neutrony asystujące i wice-neutrony asystujące. Wyniki pewnych eksperymentów mogą wskazywać, że masa atomowa pierwiastka tajemnicza rośnie po każdej reorganizacji.

Uczeni z wielu ośrodków na całym świecie potwierdzają, że Administratium występuje naturalnie w atmosferze. Ma tendencje do koncentracji w pewnych charakterystycznych punktach, takich jak instytucje rządowe, duże firmy i uniwersytety. Największe stężenie zaobserwowana w nowych budynkach o korzystnej lokalizacji.

Naukowcy ostrzegają, że Administratium jest substancją toksyczną praktycznie w każdym stężeniu i może zastopować praktycznie wszelką aktywność w miejscach, gdzie nastąpi jego akumulacja. Prowadzone są prace mające na celu opracowanie metod walki ze szkodliwą substancją, choć ich wyniki – jak da tej pory – nie wydaja się obiecujące.

Szkło laboratoryjne

Nie polecam stosowania w laboratoriach przedmiotów pierwotnie przeznaczonych do celów spożywczych. Chodzi mi tutaj o wykorzystywanie na przykład lekko nadtłuczonych szklanek (czyli niebezpiecznych już do picia) lub kubeczków po jogurtach jako zlewek czy też łyżek stołowych jako mieszadełek. O zgrozo nie są to wymyślone przykłady stworzone w celu napisania kolejnej notki, ale opisy rzeczywistych sytuacji z jakimi miałem do czynienia, lub o których słyszałem że mają miejsce na znanych wyższych uczelniach, w renomowanych szkołach czy też w profesjonalnych laboratoriach. Kierownicy i pracownicy tychże instytucji tłumaczą się, że stara szklanka lub nieskompletowana łyżka są tańsze od zlewki lub mieszadełka ze specjalnego szkła.

Jednakże nie koszty wyposażenia lecz zdrowie i bezpieczeństwo ludzi powinno być tutaj brane przede wszystkim pod uwagę. Nie trudno sobie wyobrazić, jak zaabsorbowany pomiarami naukowiec chcąc zwilżyć gardło łapie za szklankę ze spłuczynami lub jak chcąc pomieszać herbatę zastosowuje łyżeczkę uprzednio maczaną w trujących chemikaliach… o tragedię bardzo łatwo. Sam byłem światkiem jak w czasie wykładu pewna pani profesor zamiast wody mineralnej z jednej szklanki napiła się płynu do robienia baniek mydlanych z drugiej szklanki. Na szczęście szybko wyczuła „niewłaściwy” smak napoju, wypluła go i opłukała usta czystą wodą.

Co gorsza my, ludzie cywilizowani – jak się śmiemy nazywać – robimy takie głupoty nagminnie. Natomiast Indianie z Ameryki Południowej – nie! Na przykład wśród mieszkańców Amazonii są plemiona, które zażywają tytoń w taki sposób, że jedna osoba wdmuchuje drugiej pył tytoniowy przez specjalną tutkę, dmuchawkę. Plemiona te nie stosują natomiast dmuchawek do polowania na zwierzęta. Pomimo, że dmuchawka jest o wiele wygodniejsza (bo między innymi poręczniejsza i cichsza) od łuku, to nie chcą mieszać przyrządów do zabijania z przyrządami stosowanymi do obrzędów. Po prostu chcą wyeliminować przypadek pomyłki, kiedy to zamiast tytoniu ktoś komuś wdmuchnąłby do nosa strzałkę z trucizną.