Delegacje do innych miast nie są niczym specjalnym i nadzwyczajnym: pakujemy się szybko, bo to nie pierwszy nasz wyjazd; pociągi jeżdżą często i szybko; firma zwraca pieniądze za bilet. Ot po prostu dzień, dwa lub więcej w firmie, tylko tyle, że w innym mieście (lub nawet kraju).
Nie wolno jednak przy tym zapominać o życiu prywatnym. Najważniejsza dla każdego pracownika powinna być rodzina: mąż lub żona i dzieci. I nie można czegokolwiek stawiać ponad nimi. Pracę się ma lub się nie ma; jest ta, a kiedyś może być inna. Natomiast ukochaną osobę, z którą chce się przeżyć do końca życia ma się tylko jedną i trzeba ją szanować.
Nie chcę zostać źle zrozumiany: Nie chodzi mi o to, aby nie jeździć na delegacje. Bo jeździć trzeba, jeżeli jest taka potrzeba, taki zakres obowiązków i są z tego pieniądze. Chodzi mi o to, aby delegacje nie stały się odskocznią od rodziny, aby nie otrzymały rangi czegoś fajnego, swego rodzaju “prezentu”, na który czekamy z niecierpliwością i aby nie odliczać dni i godzin do wyjazdu na delegację, tylko powrotu z niej.