Nie polecam stosowania w laboratoriach przedmiotów pierwotnie przeznaczonych do celów spożywczych. Chodzi mi tutaj o wykorzystywanie na przykład lekko nadtłuczonych szklanek (czyli niebezpiecznych już do picia) lub kubeczków po jogurtach jako zlewek czy też łyżek stołowych jako mieszadełek. O zgrozo nie są to wymyślone przykłady stworzone w celu napisania kolejnej notki, ale opisy rzeczywistych sytuacji z jakimi miałem do czynienia, lub o których słyszałem że mają miejsce na znanych wyższych uczelniach, w renomowanych szkołach czy też w profesjonalnych laboratoriach. Kierownicy i pracownicy tychże instytucji tłumaczą się, że stara szklanka lub nieskompletowana łyżka są tańsze od zlewki lub mieszadełka ze specjalnego szkła.
Jednakże nie koszty wyposażenia lecz zdrowie i bezpieczeństwo ludzi powinno być tutaj brane przede wszystkim pod uwagę. Nie trudno sobie wyobrazić, jak zaabsorbowany pomiarami naukowiec chcąc zwilżyć gardło łapie za szklankę ze spłuczynami lub jak chcąc pomieszać herbatę zastosowuje łyżeczkę uprzednio maczaną w trujących chemikaliach… o tragedię bardzo łatwo. Sam byłem światkiem jak w czasie wykładu pewna pani profesor zamiast wody mineralnej z jednej szklanki napiła się płynu do robienia baniek mydlanych z drugiej szklanki. Na szczęście szybko wyczuła „niewłaściwy” smak napoju, wypluła go i opłukała usta czystą wodą.
Co gorsza my, ludzie cywilizowani – jak się śmiemy nazywać – robimy takie głupoty nagminnie. Natomiast Indianie z Ameryki Południowej – nie! Na przykład wśród mieszkańców Amazonii są plemiona, które zażywają tytoń w taki sposób, że jedna osoba wdmuchuje drugiej pył tytoniowy przez specjalną tutkę, dmuchawkę. Plemiona te nie stosują natomiast dmuchawek do polowania na zwierzęta. Pomimo, że dmuchawka jest o wiele wygodniejsza (bo między innymi poręczniejsza i cichsza) od łuku, to nie chcą mieszać przyrządów do zabijania z przyrządami stosowanymi do obrzędów. Po prostu chcą wyeliminować przypadek pomyłki, kiedy to zamiast tytoniu ktoś komuś wdmuchnąłby do nosa strzałkę z trucizną.