Quo vadis, reklamo?

Właśnie natrafiłem w telewizji kilkugodzinny blok reklamowy, co jakiś czas przerywany tylko serwisem informacyjnym. I jakie to nowości były promowane w tych reklamach?

Najpierw gruba pani i chuda pani reklamowały nóż. Ale to nie był zwykły nóż! Jak wielokrotnie powtarzały prezenterki „ten nóż kroi”. O mój Boże! To jakaś rewelacja: nóż, który kroi. Nie aż tak ważne było, że ma on ergonomiczną rączkę, która dobrze leży w dłoni, nie to że jest wytrzymały i że się nie stępi łatwo, nie to że jest elastyczny i nierdzewny, ale to że w ogóle kroi.

No dobrze – pomyślałem – może to tylko jedna taka reklama, i nie przełączając kanału słuchałem dalej co jakiś czas zerkając. Po chwili rozpoczęła się inna reklama – tym razem odkurzacza. I tu, ku mojemu zdziwieniu reklamowano, że ten odkurzacz „wciąga paprochy”! Patrzcie, patrzcie, ale nowość: odkurzacz, który wciąga paprochy. Kto by pomyślał? Nie ważne były jego małe rozmiary, duża moc, czy poręczność, ale to, że wciąga śmieci.

Dalej było jeszcze gorzej. W trzeciej reklamie oferowana była „mata ozonowa”. Chyba dla idiotów i nieuków, którzy olewali szkołę. Bo wystarczyło chwilę popatrzeć, i to nawet nie posiadając doktoratu z inżynierii, że ta cała mata ozonowa, to jest zwykła pompka tłocząca zwykłe, pokojowe powietrze do rurek umieszczanych na dnie wanny. Zwykłe powietrze, a nie żaden ozon!

Czwarta reklama przedstawiała „pojemniki do próżniowego przechowywania żywności”. „Próżniowego”? Oni wstydziliby się używać tego słowa. „Próżnia”? Prawdziwej próżni nie ma nawet w kosmosie, a do wytworzenia jakiejkolwiek, sensownej jakości próżni potrzeba wielu, specjalistycznych urządzeń: pomp próżni wstępnej, pomp próżni właściwej, specjalnych uszczelnień itd. (znam się trochę na tym, bo miałem z tego przeszkolenie w czasie studiów). Ale znowu – nie trzeba być ekspertem aby obalić „próżniowość” tych pojemników. Wystarczy przypomnieć sobie podstawowe wiadomości z lekcji fizyki ze szkoły: woda wrze w 100°C w ciśnieniu normalnym, na Kasprowym Wierchu – w 95°C, w Andach – w 80°C, a na Mount Evereście – w tylko 75°C! Więc gdyby w naczyniu robić próżnię lub nawet silne podciśnienie, to woda w przechowywanych produktach wygotowałaby się już w temperaturze pokojowej – w 25°C! A potem wszystko by zamarzło, bo gotująca się woda pobierałaby z produktów energię i je ochładzała.

Ostatnia reklama była reklamą kremu produkcji południowoamerykańskiej, mającego fenomenalne właściwości redukcji zmarszczek i wszelkiego rodzaju problemów skórnych. Krem ten produkowany jest… ze śluzu ślimaka. Prezenterzy rewelacyjne właściwości produktu argumentują tym, że ślimaki mają zdolność odbudowywania swojego ciała po częściowej jego utracie. I te zdolności – chociażby po części – mają niby przejść na człowieka jak wetrze w siebie pudełko ślimaczego śluzu. Czy to nie brzmi śmiesznie? To tak jakby wmawiać, że każdy kto naciera się potem Einstein’a będzie dorównywał mu inteligencją. Niby zwykły krem, a jaki piękny przykład durnoty i idiotyzmu. Że też się ktoś na to daje nabrać?

Podsumowując: Autorzy reklam biorą nas za kompletnych idiotów: „nóż, który kroi” – też mi nowość, za którą jeszcze życzą sobie niebotyczne sumy. Z drugiej strony wychodzi niedouczenie, i to jeszcze ze szkoły podstawowej i gimnazjum. Dlatego uczcie się, chociażby w początkowym etapie życia, myślmy trzeźwo i patrzcie na wszelkie reklamy z ogromnym dystansem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>