W drugą stronę jest trywialne

Pewien profesor matematyki na początku dwugodzinnego wykładu wypowiedział twierdzenie mające postać równoważności, po czym przez prawie dwie godziny pracowicie dowodził go w jedną stronę. Udowodnił. Na pół minuty przed końcem wykładu spojrzał na tablicę i stwierdził:

— A w drugą stronę to jest trywialne

Dobra – słuchacze byli już tak zmęczeni dwugodzinnym dowodem, że uwierzyli na słowo.

Przed egzaminem nikt jakoś owej trywialności dostrzec nie mógł, nikt też nie miał śmiałości zapytać profesora. Trudno, poszli na egzamin nie znając dowodu w druga stronę. Jeden z pierwszych egzaminowanych studentów został poproszony o wypowiedzenie i przedstawienie szkicu dowodu tego właśnie twierdzenia. Wypowiedział, przedstawił szkic w jedną stronę i rzekł:

— A w drugą stronę to jest trywialne

Profesor zamilkł i zamarł w bezruchu. Trwał tak kilka minut po czym powiedział:

— Ma pan rację, to jest trywialne. Bardzo dobrze.