Jakiś czas temu (tak właściwie to już dość dawno) jechałem autobusem i usłyszałem pewną rozmowę dwóch starszych pań. Jedna do drugiej mówiła, że „to musi być jakaś klątwa”, że „to musi być jakaś kara za grzechy ludzi”. Chodziło jej o to, że w ostatnim czasie zdarzyło się na Ziemi sporo kataklizmów: susze, ulewy, powodzie, tsunami, śnieżyce itd., a poza tym zwiększyła się ostatnio ilość zamachów terrorystycznych, których już nawet nie chce mi się tutaj wymieniać.
No tak. Trochę się tego nazbierało. Ale to nie jest żadna klątwa czy kara. Po porostu w dzisiejszych czasach informacja przenosi się z zawrotną szybkością i jeżeli coś się wydarzy na jednym krańcu świata, to chwilę później można o tym przeczytać w gazecie lub usłyszeć w telewizji na drugim krańcu świata. Internet, telefonia komórkowa, satelity… Kiedyś, kiedy nie było tych wynalazków telegram, depesza lub list z takimi wiadomościami mogły iść kilka dni lub tygodni, a jak wreszcie doszły, to mogły być już nie aktualne, więc nikt ich nie rozpowszechniał.
Z drugiej strony mamy dzisiaj tyle stacji telewizyjnych i radiowych, gazet i czasopism, że muszą one za wszelką cenę walczyć o klienta: widza, słuchacza, czy czytelnika. Rozdmuchują one niejednokrotnie różne sprawy, plotkują, prześcigają się w publikowaniu szokujących zdjęć. Każdy chce o danej sytuacji powiedzieć i przekazać jak najciekawsze informacje, i jeżeli siedzi się cały dzień przed telewizorem, to trudno nie słyszeć tego samego o zdarzeniu kilka lub kilkanaście razy: w Teleexpresie, Wiadomościach, Panoramie, serwisach na tvn24, CNN, BBC Word, Euro News itd.
No i wreszcie jest jeszcze jedna rzecz: w czasach poprzedniego ustroju z orłem bez korony istniało coś takiego, jak cenzura. Jeżeli jakaś wiadomość była niezgodna z głoszonymi przez partię słowami, to po prostu nie była emitowana. Podobnie rzecz się miała z informacjami, które mogły spowodować zamieszki, rozruchy lub chociażby zniechęcić ludzi do pracy. W gazetach, radiu i telewizji były tylko „odpowiednie wiadomości”.